Photojournalism / photo+word

Posts tagged “Indie

Dark side


Indie, Varanasi. Wieczór nad Gangesem jest magiczny. Pudża — ceremonia hinduistyczna. Dziś w Varanasi jest już prawie tylko widowiskiem, ale tajemnicze gesty, dym kadzideł, dudniące bębny i skupienie zgromadzonego tłumu pozostawia wrażenie obcowania z prawdziwą kulturą indyjską.
———
India, Varanasi. The evening at the Ganga River is magical. Pooja — Hindu ritual. Nowadays in Varanasi it’s almost only an entertainment, anyway the mysterious gestures, pounding drums, incense smoke and the crowd concentration gives the feeling of touching the original Indian culture.

Advertisements

Homemade

Crying baby

Indie, Jaipur, przydrożne slumsy. O tym, czy można zrobić zdjęcie, decyduje mężczyzna. Głowa tej rodziny, po kilkunastu minutach oswajania, prawie siłą wepchnęła mnie do swojej zagrody, żebym ich utrwalił. Chyba jednak jego maluchowi sesja szybko się znudziła.


In time

Taj

Wychodzisz z autobusu, mijasz róg, przekraczasz bramę i przed twoimi oczyma rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków, jakich doświadczyłeś… Ba, jeden z najpiękniejszych jakich doświadczył każdy, kto był tu przed Tobą, będzie tu po Tobie, każda z setek osób, które stoją wokół Ciebie… No właśnie. Widziałeś już setki przedstawień tego miejsca — monumentalną całość i najdrobniejszy szczegół; o wschodzie słońca, o zachodzie, w południe i w nocy. I co tu po Twojej pasji fotografowania, skoro obok kręci się sprzedawca widokówek, a w arsenale ma wszystkie obrazy, które widzisz, przykładając wizjer aparatu do oka, gdziekolwiek byś nie stanął. Jest jeden sposób, żeby oszukać sprzedawcę widokówek i zrobić takie zdjęcie, które bez wątpienia na końcu świata rozpoznasz jako Twoje — wyjątkowe. Ludzie.
Po Taj Mahal kręciłem się od świtu. Pstryknąłem znad sadzawki, z krzaków, z bliska, z daleka… Dobre do katalogu biura podróży, poprawne, bez wątpienia to Taj Mahal, Agra, Indie. Pasjonujący przykład architektury mogolskiej, muzułmańskiej — miejsce pielgrzymek milionów turystów, odhaczających w programie zwiedzania kolejny zaliczony punkt, jeden z cudów świata, ale również miejsce pielgrzymek muzułmanów, dla których to mauzoleum jest czymś więcej, niż tylko ładną budowlą. Jest dla nich częścią ich własnej historii, wspomnieniem potęgi świata islamu, trwałym świadectwem siły miłości małżeńskiej — miejscem, gdzie można znaleźć spokój ducha i popłynąć na chwilę w przeszłość. Kiedy zobaczyłem tych dwóch chłopców, zrozumiałem, że to nie pięknie oświetlone porannym słońcem marmury Taj Mahalu, ale oni prawdziwe oddadzą atmosferę tego miejsca. Twoim zadaniem jest tylko być w tym miejscu na czas.
————
You’re jumping out of the bus, passng the corner, crossing the gate and suddenly your eyes can see the most stunning view, you’ve ever experienced. Not only you, but everyone, who has been here before, everyone, who will come here, every person from hundreds, that surround you… Right. You’ve seen thousands of images of that place — from the monumental whole to the tiny detail; in the sunrise, sunset, at noon and nght. Your photography passion is worthless, when the postcard seller strolls around, and his arsenal is every single image you see, when you look through your viewfinder, wherever you stand. There’s one method to cheat him, and to take a photo, you will recognize as yours at the end of the world — unique. People.
I was walking around the Taj Mahal from the sunrise. I shot from over the pond, from the bushes, from close and from far. It’s good, for the travel agency catalogue at least. It’s correct, no doubt it’s the Taj Mahal, Agra, India. An extraordinary example of the Mogol, muslim architecture — the sanctuary of peregrinations of millions of tourists, unchecking another point from their travel agendas, one of the Wonders of the World, but also the sanctuary of peregrinations of the Muslims, who this mausoleum for, is much more, than just a pretty building. For them it’s the part of their own history, the memory of the power of the muslim world, the strong evidence of the marital love — the place, where their souls can rest and they can sail back to the past for a while. When I saw these two boys, I found out, that not the neatly lit by the morning sun marbles of the Taj Mahal will show the ambence of this place, but that couple. And your job is, to be there in time.


Education

Delhi kids

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną użytkownik Flickra, prosząc o zgodę na wykorzystanie tego zdjęcia na stronie swojej fundacji, zajmującej się edukacją dzieci z indyjskich slumsów. Zgodę naturalnie otrzymał i niedawno podesłał mi link do strony fundacji z bannerem ze zdjęciem.

Mam sentyment do tej fotografii. Jest to ostatnia “klatka” jaką pstryknąłem przed wylotem z Delhi, było już prawie ciemno. Takich dzieciaków po ulicach Delhi plącze się tysiące. Większość jest analfabetami. Do dziś dziwi mnie, że te potrafiły czytać i pisać. Spędziliśmy chwilę czytając litery. Pracą dzieci jest żebractwo — zwykle biała twarz turysty przyciąga ich dziesiątki. Nie trzeba się tego bać, chociaż zbyt łagodne podejście powoduje, że bedzieli mieli nieco natrętnego przyjaciela przez cały czas pobytu w danym miejscu. Niemniej zawsze warto zatrzymać się, porozmawiać chwilę, a wtedy mamy pewność, że dzieciaki same bedą pchały się przed obiektyw.

————

I’ll get back to India for a while. Few weeks ago one of the Flickr users asked me, if he could use my photo on his foundation site. Their mission is to take care of the education of the slum kids. I agreed of course and lately he sent me the link to the foundation site with my photo on the banner.

I have sentiment about this photo. It the last shot from India before leaving, when it was almost dark already. You can find thousands of such kids in India. They are usually illiterated. I’m still surprised, this couple could read and and write. We spent a while reading the letters. Their work is mendicity — most often when they notice a white face of some tourist, dozens surround him. You shouldn’t be afraid of them, but if you behave too kindly, you can be sure you’ll have a rather meddlesome friend during the whole your stay in the place. However, it’s worth a stop, a gentle chat, and then you can be sure, kids are going to crowd in front of the camera.


Number 1

Jai kids
Na początku szukałem możliwości stworzenia profesjonalnego portfolio, jakie powinien mieć każdy profesjonalny fotograf. Ale do cholery, jaki ze mnie profesjonalista…? Nie zarobiłem złamanego grosza na którymkolwiek ze swoich zdjęć i jeśli to przyjąć za wyznacznik profesjonalizmu to jestem amatorem do kwadratu. Z czasem i tu zbierze się coś a’la portfolio, ale na chwałę trzeba sobie zapracować. Kroczek po kroczku więc będę odkrywał swoje karty, zaczynając w moim odczuciu jednym z “asów”.

To zdjęcie zrobiłem w Indiach, w dżajpurskich slumsach. Poszedłem tam z kolegą, Alkiem Rawskim, “naczelnym” fotografem polskich misji wojskowych. W gruncie rzeczy to właśnie znajomość z Alkiem dała mi pewność siebie, która pojawia się tylko, kiedy w ręku trzymam mój aparat i jestem co najmniej 1000 km od domu. Odwagę, która pozwala podejść z aparatem do nieznajomego człowieka i zapytać, czy nie miałby ochoty użyczyć swojego wizerunku. A ponieważ zawsze miałem silną potrzebę współzawodnictwa, widząc jak Alek pcha się z obiektywem w twarz zdziwionych tubylców, nie mogłem być gorszy i robiłem tak samo.

————

First I was trying to make a professional portfolio, the portfolio that every professional photographer should have. But damn, what a professionalist I am…? I haven’t even earned a quid on any of my photos, so if this is a definition of being a fully professional photographer, than I am a fully amateur one. In some time  I’ll collect something portfolio-like and I know that I’ve got to work hard to reach fame. So, step by step I’m going to show cards, starting, according to me, with on of the “Ace’s”.

I took this photo in India, in Jaipur slums. I went there with my friend, Alek Rawski, who is the “general” photographer of the Polish military missions. As a matter of fact, the self-confidence I’ve got, when I’m holding the camera in my hand and I’m at least thousand miles from home, I learned from Alek. The courage, that lets me approach the stranger and ask him, if he doesn’t mind givng me his model release. As I’ve always had strong need of competition, when I saw Alek pushing his lens into the faces of suprised locals, I thought, ‘why shouldn’t I’.