Photojournalism / photo+word

Homemade

Crying baby

Indie, Jaipur, przydrożne slumsy. O tym, czy można zrobić zdjęcie, decyduje mężczyzna. Głowa tej rodziny, po kilkunastu minutach oswajania, prawie siłą wepchnęła mnie do swojej zagrody, żebym ich utrwalił. Chyba jednak jego maluchowi sesja szybko się znudziła.

2 responses

  1. abc

    jak to się zaczęło? Twoja ‘przygoda’ z podróżami fotografią…

    22/02/2010 at 18:51

  2. krphotography

    🙂 A właśnie tak, jak to na początku napisałem. Kilka dni w Izraelu w 2005 r. z Zenitem XP na szyi i 4 rolkami filmu w kieszeni, z których jedną Zenit zjadł. Potem w 2007 pojechałem do Syrii i Jordanii z pożyczonym kompaktem-superzoomem, ale stwierdziłem, że daleko temu do robienia zdjęć w taki sposób, jak to znam. Czułem się trochę, jakbym się znalazł nagle na wystawnym przyjęciu w samych majtkach. Majtki nosi każdy, ale tam nie pasują; tak samo aparat to aparat, ale zupełnie nie potrafiłem się wczuć. A potem, już tak bardziej świadomie to Indie i wspomniana znajomość z Alkiem, który jest starym wilkiem fotografii “daleko-od-domu” — wszędzie wlezie, wszędzie zajrzy, każdego zaczepi, byle zrobić zdjęcie. A potem to już ciężko w domu rok wysiedzieć. Pozdrawiam.

    22/02/2010 at 21:45

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s