Photojournalism / photo+word

Author Archive

Hush



Espresso


Jemen. Mokka jest portem, skąd niegdyś do Europy płynęły aromatyczne ziarna kawy; Jemen jest krajem, w którym kawa ta rosła. Od kiedy kawa do Europy płynie z Ameryki, jemeńskie uprawy kawy zamieniono na uprawy khatu. O ile eksport kawy przynosił krajowi dobrobyt, o tyle uprawa khatu nie przynosi krajowi nic, bo khat praktycznie na całym świecie uważany jest za lekki narkotyk i tylko w Jemenie i Etiopii można go używać. Liście zachowują swoje właściwości, tylko gdy są świeże, więc do eksportu się nie nadaje. A teraz ciekawsza część: jak działa. W zasadzie podobnie do kawy, tylko trochę bardziej. Khatu się nie je; żuje się go i wysysa gorzkawy sok, pozostałości przechowując w policzku, jak na załączonym obrazku. Pobudza mocniej niż espresso, ale do tego wprowadza w lekki stan euforii. Dlatego z Jemeńczykiem najłatwiej się dogadać między godziną 13 a 18, czyli w godzinach żucia khatu.


Ratatouille

Kambodża trzymała nas i długo nie chciała wypuścić. Droga z Phnom Penh do Bangkoku zajęła 15 godzin, z czego 5 godzin minęło przy akompaniamencie khmerskich kabaretów puszczanych na pokładowym zestawie video, jedna w “pit-stopie” po nieoczekiwanej ale zwyczajowej awarii ogumienia. Była to jedyne napotkane przez nas miejsce, gdzie sprzedawcy oferowali kosze zakąsek — robaków fizjonomią przypominające pospolite karaluchy. Jeszcze jedna natomiast w jadłodajni z tresowanym, mam naiwną nadzieję, szczurem — takim Ratatouille, tyle że nieanimowanym. Chłopca tego spotkaliśmy w jadłodajni. Podobnie jak przed wyjazdem z Indii, fajnie jest zakończyć serię udanym kadrem.

———

Cambodia was keeping us and long didn’t want to let us go. The way from Phnom Penh to Bangkok took 15 hours. Five of them we spent accompanied by the Khmer comedians, broadcasted onboard on the TV set. One at the “pit-stop”, after unexpected but rather regular flat tire. Finally, one in the eating house with the trained, I naively hope so, rat — like Ratatouille, but not cartoon. We met this boy in this restaurant. Likewise before leaving India, it’s nice to finish the set with the good shot.


Apsara

Kambodża, Siem Reap. Co tu dużo pisać? Lepiej patrzeć. Uroda khmerskich dziewcząt zachwyca na każdym kroku, a to tylko jeden przykład. Tancerka ubrana jest w strój apsary, bogini indyjskiej, będącej uosobieniem kobiecego piękna. Cóż za zbieg okoliczności. Apsary spotkać można wszędzie, gdzie jest hinduizm i buddyzm, ale te w Kambodży dopiero dają pojęcie, jak wierzący wyobrażali sobie te stworzenia.
———
Cambodia, Siem Reap. There’s not much to write. It’s better to watch! The beauty of the khmer girls is stunning and this is only one example. The dancer wears the Apsara outfit. The Apsaras are the Indian goddesses, who are the personification of the feminine grace. What a coincidence. You can find Apsaras, whereever Hinduism and Bhuddism is, but the ones in Cambodia gives the idea, how people used to imagine those creatures.


Rewitalizacja

Jemen, Manakha. Carpe diem — temat tygodnia na pentax@pl. Chłopiec biegnący chwilę przed zmrokiem w niewiadomym celu, wydał mi się dobrą ilustracją do tego dość trudnego tematu. Czasem warto pogrzebać w szufladzie i poszukać nowego sensu do starych pstryków. Jeśli do tego dodać świeże spojrzenie i pomysł na obróbkę, okazuje się, że ze zdjęć spisanych na straty, da się jeszcze coś zrobić. Czy to tylko mi się tak wydaje…?


Party


Londyn 2003. Północna część Notting Hill to Karaiby w Europie. Od lat 50. XX wieku osiedlali się tu imigranci z Jamajki, Trynidadu i innych karaibskich wysp. Co roku od 45 lat w sierpniu ma tu miejsce jeden z największych na świecie festiwali. Bajecznie kolorowe stroje, dudniąca z głośników muzyka i roztańczony korowód wnoszą życie w tę niegdyś stateczną i flegmatyczną londyńską dzielnicę, pełną równych kamienic w kolorze écru.
———
London 2003. The northern part of Notting Hill is like the Caribbean in Europe. Since ’50s it’s been the settlement area for the immigrants from Jamaica, Trinidad and the other Caribbean islands. Every year in August, for 45 years now, one of the biggest carnival in the world takes place here. The fabulously colourful outfits, the rumbling music from the giant loudspeakers and the dance parade bring life to the once stable and indifferent area of London, full of even, beige houses.


Dark side


Indie, Varanasi. Wieczór nad Gangesem jest magiczny. Pudża — ceremonia hinduistyczna. Dziś w Varanasi jest już prawie tylko widowiskiem, ale tajemnicze gesty, dym kadzideł, dudniące bębny i skupienie zgromadzonego tłumu pozostawia wrażenie obcowania z prawdziwą kulturą indyjską.
———
India, Varanasi. The evening at the Ganga River is magical. Pooja — Hindu ritual. Nowadays in Varanasi it’s almost only an entertainment, anyway the mysterious gestures, pounding drums, incense smoke and the crowd concentration gives the feeling of touching the original Indian culture.


Tuol Sleng

W latach reżimu Pol Pota w Kambodży (1975-1979), Tuol Sleng było jednym z wielu “Więzień Bezpieczeństwa”. Pełniły rolę “bufora”: podejrzani o szpiegostwo i zdradę rewolucji byli więzieni, bestialsko torturowani a następnie zabijani na tzw. Polach Śmerci. Szacuje się, że więzionych w Tuol Sleng było ok. 17000 osób.
During the Pol Pot Regime in Cambodia (1975-79), Toul Sleng was one of the many “Security Prisons”. They served as a “buffer”: people accused of spying and betrayal were imprisoned, brutally tortured and finally exterminated at the Killing Fields. It is estimated that 1700 17,000 people were imprisoned in Tuol Sleng.

Tuol Sleng znane było również jako S-21 (Więzienie Bezpieczeństwa Nr 21)/Tuol Sleng known also as S-21 (Security Prison no. 21)

Budynek został otoczony siatką z drutu kolczastego, by uniemożliwić więźniom ucieczkę/The building has been surrounded with the net of the barbed wire, to prevent commiting suicides by the prisoners

Więźniowie przed osadzeniem byli dokładnie ewidencjonowani/ The prisoners before having been imprisoned were precisely listed

Tablica na ścianie wciąż przypomina, że S-21 kiedyś była zwykłą szkołą/The board on the wall still reminds, S-21 used to be the ordinary school

Jedna sala lekcyjna podzielona była na 12-15 cel wielkości 1×2 m/One classroom has been divided to 12-15 cells, 1×2 meters each one

Dziś sale pełne są niekończących się tablic ze zdjęciami skazańców/Today the rooms are full of “neverending” boards with the photos of the victims

Najmniej ważni skazańcy nie mieli cel; tygodniami leżeli w rzędach na gołych posadzkach/The less important prisoners didn’t have their own cells; they were kept in the rows on the bare floor for weeks

Ważni dla reżimu skazańcy przetrzymywani byli w dużych celach z łóźkiem, ponieważ zwykle potrzeba było więcej czasu, żeby zebrać zeznania/The VIP’s were kept in the large cells with the bed — usually it took more time to collect the full testimony

Przez 4 lata działania więzienia nikomu nie udało się uciec/During the 4 years of the prison operation, nobody managed to flee

Ocalało jedynie 12 osób, kiedy wietnamskie wojsko oswobodziło więzienie w 1979 r. (7 z nich na zdjęciu, na zdjęciu obok Pol Pot)/Only 12 people survived, when the Vietnamese troops entered the prison (7 of them at the photograph, at the other one — Pol Pot)


The base


Jordania, Wadi Rum. W tle za dziećmi stoi podstawa lokalnej komunikacji po pustyni Wadi Rum: Toyota Land Cruiser z demobilu, tak na oko licząca ok. 40 lat. Skrzypi i trzeszczy, silniki się gotują, części po drodze odpadają, ale jeździ. I będzie jeździć pewnie przez kolejne 40 lat.
———
Jordan, Wadi Rum. In the background you can see the main mean of the local transport through Wadi rum desert, the base one: Toyota Land Cruiser left by the army, I presume 40 years old. It creaks, it crunches, the engine is permanently overheated, the parts are coming away when it moves, but it still moves. And I guess it’s goin’ to be driven for another 40 years.


Green jacket

Jemen, Sana. Połowa listopada, temperatura w cieniu 25 st. C…
———
Yemen, Sana’a. Middle of November, temperature: 25°C…


New Era

_IGP4845
Angkor Wat, Kambodża. Podróżując po Kambodży, łatwo zauważyć, że na ulicach prawie nie ma starszych osób, a szczególnie mężczyzn. Długość życia w biednych społeczeństwach jest mniejsza, a rodziny są wielodzietne, ale w Kambodży wpływ na to zjawisko miały przede wszystkim niszczycielskie rządy Pol Pota. Mnisi buddyjscy, jako inteligencja, uznawani byli za pasożytów społecznych i przez to narażeni na represje. Ci, którzy nie zginęli, umknęli do sąsiednich krajów, przede wszystkim Tajlandii. Dziś religia odradza się, a wyraźnym znakiem tego są gromady młodych mnichów, spotykanych wokół miejsc kultu.
———
Angkor Wat, Cambodia. When visiting Cambodia it’s easy to spot, there’s hardly any old people in the streets. The life expectancy is shorter and the families are numerous in the poor countries, but in Cambodia the main reason of it was the destructive Pol Pot regime. Buddhist monks were found as the intellectual class, therefore they suffered from the brutal treatment. Those who didn’t die, fleed to the surrounding countries, mainly to Thailand. Today the religion revives and the sign of it are the groups of young monks often met next to the worship places.


Train station

Hualamphong
Bangkok, Tajlandia. W Cesarstwie Rzymskim wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, w Tajlandii wszystkie tory prowadzą na dworzec kolejowy Hualampong. Jeśli gdziekolwiek w Tajlandii znajdziemy jadący pociąg i wsiądziemy w dobrym kierunku, możemy być na 100% pewni, że ostatnią stacją będzie Bangkok.
———
Bangkok, Thailand. In the Roman Empire all roads used to lead to Rome. In Thailand all railway tracks lead to Hualamphong train station. If you enter any train in Thailand, choosing the right direction, you may be sure, the last station would be Bangkok.


Hello Kitty


Tajlandia, Bangkok. W październiku kończy się na półwyspie indochińskim pora deszczowa. Średnio w tym miesiącu spada ok. 250 mm wody na metr kwadratowy, czyli tyle, co w Warszawie przez pół roku. Ale co ciekawe, nawet w środku pory deszczowej z powodzeniem można podróżować po regionie. Opady są niewyobrażalnie intensywne, ale trwają zwykle pół godziny, maksymalnie godzinę. Ruch na ulicach zamiera, a pod markizami sklepów tłoczą się przechodnie, wespół z motocyklistami na motorach.
———
Thailand, Bangkok. The raining season on the Indochinese Peninsula ends in October. The average rainfall is 250 mm per month – this amount for Warsaw is noted for a half-year. What’s funny, you can easily travel in the region even in the middle of the wet season. The rains are extremely intensive, but they last not longer than half an hour, or an hour maximum. The traffic ceases and you can find crowds of the pedestrians together with the motorcyclist, on the motorcycles.


Little Miss Penh

_IGP5405
Kambodża, Phnom Penh. Urzekła mnie ta dziewczynka na szczycie Phnom Penh. Nazwa stolicy Kambodży, Phnom Penh, oznacza “Góra Penh”, czyli Góra Pani Penh. Pani Penh jest patronem miasta, a do jej pomników na szczycie góry pielgrzymują wszyscy mieszkańcy, prosząc o wsparcie w trudnych chwilach.

———

Cambodia, Phnom Penh. I was delighted, looking at this little girl, on the top of Phnom Penh. The name of the capital of Cambodia, Phnom Penh, means Mount of Penh, Mount of Miss Penh actually. Miss Penh is a patron of the city and there are peregrinations of the locals to her statues, who ask for her assist, when in trouble.


770 px

IMGP7081

Jeśli ktoś wszedł już był kilka razy na tym blogu, zauważył pewnie, że layout strony zmienia się częściej, niż przybywa zdjęć. To prawda. Cały czas poszukiwałem złotego środka pomiędzy typowym fotoblogiem “one photo a day” a galerii typu “the Big Picture”, gdzie można zamieszczać dłuższe fotograficzne historie. Po wypróbowaniu kilku dostępnych w WP szablonów byłem załamany: albo typowy blog ze zdjęciem 550 px, albo duże ale pojedyncze zdjęcie. Aż trafiłem na Pressrow. Można zupełnie zrezygnować z panelu bocznego i nic nie zasłania zdjęć! Tak więc młodszy brat serwisu 990 px właśnie powstał – “770 PIXELI”.

Pierwszy fotoreportaż – “Targ rybny w Al-Hodaida”

Towar zbyt długo nie leży w koszu – zwykle sprzedaje się na pniu
IMGP7080

Na poranny połów na brzegu już czekają chętni
IMGP7090

Sprzedawca “drobnicy”
IMGP7064

Prawdziwy targ rozpoczyna się, kiedy na halę trafiają rekiny
IMGP7091

Powodzeniem cieszą się również małe sztuki
IMGP7106

Prawdziwym przysmakiem są płetwy rekina
IMGP7101

Płetwy rekinów złowionych w Morzu Czerwonym trafiają na stoły Japończyków
IMGP7111

Reszta ciała ryby mielona jest na mączkę
IMGP7123

Sphyrna zygaena — rekin młot
IMGP7108

Odpoczynek po połowie
IMGP7128

Odpoczynek po połowie
IMGP7132

Produkcja lodu do przechowywania ryb
IMGP7133

IMGP7089


Homemade

Crying baby

Indie, Jaipur, przydrożne slumsy. O tym, czy można zrobić zdjęcie, decyduje mężczyzna. Głowa tej rodziny, po kilkunastu minutach oswajania, prawie siłą wepchnęła mnie do swojej zagrody, żebym ich utrwalił. Chyba jednak jego maluchowi sesja szybko się znudziła.


War photographer

Walk from school
Ibb, małe miasteczko w górach nieopodal Taizz w Jemenie. Fotografowałem właśnie jakiegoś malucha, kiedy kątem oka zauważyłem tę dziewczynkę idącą w oparach spalin i tumanach kurzu po przejeżdżającym motorze. Jedno przyciśnięcie spustu i migawki i… udało się. Tym razem ponoć słaby system AF w Pentaksie spiął się i nie zawiódł!

Samo zdjęcie jest dla mnie namiastką niespełnionego marzenia, bycia reporterem wojennym. Po lekturze Chauvela,  Batera, Sikorskiego, obejrzeniu Nachtweya w akcji, wydaje mi się (to by się okazało), że w takiej fotografii byłbym spełniony. Tymczasem może zatytułuję to zdjęcie “Bejrut: Droga ze szkoły” i przejdę się z nim po kilku redakcjach… ;)

———

Ibb, a little town in mountans, close to Taizz in Yemen. I was taking a picture of some kid, when spotted this girl, walking in the pothers and exhaust fumes from the passing motocycle. One shot and I did it! This time the weak Pentax AF system, as they say, didn’t fail!

By the way, this photo is a poor substitute of my unfulfilled dream. To be a war photographer. After reading Chauvel, Bater, Sikorski, watching Nachtwey in action, I guess (it would turn out), I would be fulfilled in such a photography type. In the meanwhile, maybe I’ll name this photo “Beirut: Walk form school” and I’ll knock to the few doors of the press agencies ;)


Old man and no sea

Old Armenian

Nie wiem, czy to ja trafiam w miejsca pełne przyjaznych ludzi, czy też sam sprawiam wrażenie niegroźnego natręta. Tak czy inaczej, w tych kilku miejscach, które odwiedziłem, nigdy nie spotkałem człowieka, który wyrażałby wobec mnie agresję. Tak też było i tym razem. Zapadła wioska nieopodal jeziora Sevan w Armeniii, której nazwy nawet nie pamiętam i kilku podpitych tubylców. Po chwili niepewności jeden po drugim pozwolili sobie zrobić zdjęcia, a później (tak zwykle się to kończy) zaczęli się nawzajem wypychać przed obiektyw.


Walk – continued

Manakha girl

Po wizycie w Jemenie, zdjęciami dzieci mógłbym obskoczyć 3 agencje prasowe. Kilkaset metrów od poprzedniego wpisu w bramie “salonu gier”, z jednym stołem do piłkarzyków, stała ta nieśmiała istotka. W większości kraju, a przede wszystkim w Sanie, stolicy Jemenu, dziewczynki w tym wieku raczej nie noszą jeszcze hidżabu, ale w górach, gdzie tradycja jest silniejsza, nawet takie czterolatki mają nakryte głowy.


Back to the homework

Manakha kids

Słomiany zapał objawił się tradycyjnie. Ażeby wstawić zdjęcie z krótkim opisem, potrzeba 3 minuty. Żeby napisać do niego bajkę – 3 godziny. Zatem od dziś więcej zdjęć, mniej gadania.

Manakha w górach Haraz w Jemenie. Urocze miasteczko, jak prawie każde w Jemenie, niemal pozbawione turystów. Najlepsze miejsce wypadowe na wielodniowe trekkingi. Do tego jeden hotelik, w którym zatrzymuje się absolutnie każdy, kto odwiedza Manakha.

————

My enthusiasm has fallen again. Publishing the photography with the short explanation takes three minutes. Writing whole story to it – three hours. So from now on, more photos, less text.

Manakha, Haraz mountains, Yemen.  Adorable village; like almost every place in Yemen, with no tourists at all. The best as a base for trekking. One cosy hotel in town, which hosts absolutely every tourist that visits Manakha.


In time

Taj

Wychodzisz z autobusu, mijasz róg, przekraczasz bramę i przed twoimi oczyma rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków, jakich doświadczyłeś… Ba, jeden z najpiękniejszych jakich doświadczył każdy, kto był tu przed Tobą, będzie tu po Tobie, każda z setek osób, które stoją wokół Ciebie… No właśnie. Widziałeś już setki przedstawień tego miejsca — monumentalną całość i najdrobniejszy szczegół; o wschodzie słońca, o zachodzie, w południe i w nocy. I co tu po Twojej pasji fotografowania, skoro obok kręci się sprzedawca widokówek, a w arsenale ma wszystkie obrazy, które widzisz, przykładając wizjer aparatu do oka, gdziekolwiek byś nie stanął. Jest jeden sposób, żeby oszukać sprzedawcę widokówek i zrobić takie zdjęcie, które bez wątpienia na końcu świata rozpoznasz jako Twoje — wyjątkowe. Ludzie.
Po Taj Mahal kręciłem się od świtu. Pstryknąłem znad sadzawki, z krzaków, z bliska, z daleka… Dobre do katalogu biura podróży, poprawne, bez wątpienia to Taj Mahal, Agra, Indie. Pasjonujący przykład architektury mogolskiej, muzułmańskiej — miejsce pielgrzymek milionów turystów, odhaczających w programie zwiedzania kolejny zaliczony punkt, jeden z cudów świata, ale również miejsce pielgrzymek muzułmanów, dla których to mauzoleum jest czymś więcej, niż tylko ładną budowlą. Jest dla nich częścią ich własnej historii, wspomnieniem potęgi świata islamu, trwałym świadectwem siły miłości małżeńskiej — miejscem, gdzie można znaleźć spokój ducha i popłynąć na chwilę w przeszłość. Kiedy zobaczyłem tych dwóch chłopców, zrozumiałem, że to nie pięknie oświetlone porannym słońcem marmury Taj Mahalu, ale oni prawdziwe oddadzą atmosferę tego miejsca. Twoim zadaniem jest tylko być w tym miejscu na czas.
————
You’re jumping out of the bus, passng the corner, crossing the gate and suddenly your eyes can see the most stunning view, you’ve ever experienced. Not only you, but everyone, who has been here before, everyone, who will come here, every person from hundreds, that surround you… Right. You’ve seen thousands of images of that place — from the monumental whole to the tiny detail; in the sunrise, sunset, at noon and nght. Your photography passion is worthless, when the postcard seller strolls around, and his arsenal is every single image you see, when you look through your viewfinder, wherever you stand. There’s one method to cheat him, and to take a photo, you will recognize as yours at the end of the world — unique. People.
I was walking around the Taj Mahal from the sunrise. I shot from over the pond, from the bushes, from close and from far. It’s good, for the travel agency catalogue at least. It’s correct, no doubt it’s the Taj Mahal, Agra, India. An extraordinary example of the Mogol, muslim architecture — the sanctuary of peregrinations of millions of tourists, unchecking another point from their travel agendas, one of the Wonders of the World, but also the sanctuary of peregrinations of the Muslims, who this mausoleum for, is much more, than just a pretty building. For them it’s the part of their own history, the memory of the power of the muslim world, the strong evidence of the marital love — the place, where their souls can rest and they can sail back to the past for a while. When I saw these two boys, I found out, that not the neatly lit by the morning sun marbles of the Taj Mahal will show the ambence of this place, but that couple. And your job is, to be there in time.


Education

Delhi kids

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną użytkownik Flickra, prosząc o zgodę na wykorzystanie tego zdjęcia na stronie swojej fundacji, zajmującej się edukacją dzieci z indyjskich slumsów. Zgodę naturalnie otrzymał i niedawno podesłał mi link do strony fundacji z bannerem ze zdjęciem.

Mam sentyment do tej fotografii. Jest to ostatnia “klatka” jaką pstryknąłem przed wylotem z Delhi, było już prawie ciemno. Takich dzieciaków po ulicach Delhi plącze się tysiące. Większość jest analfabetami. Do dziś dziwi mnie, że te potrafiły czytać i pisać. Spędziliśmy chwilę czytając litery. Pracą dzieci jest żebractwo — zwykle biała twarz turysty przyciąga ich dziesiątki. Nie trzeba się tego bać, chociaż zbyt łagodne podejście powoduje, że bedzieli mieli nieco natrętnego przyjaciela przez cały czas pobytu w danym miejscu. Niemniej zawsze warto zatrzymać się, porozmawiać chwilę, a wtedy mamy pewność, że dzieciaki same bedą pchały się przed obiektyw.

————

I’ll get back to India for a while. Few weeks ago one of the Flickr users asked me, if he could use my photo on his foundation site. Their mission is to take care of the education of the slum kids. I agreed of course and lately he sent me the link to the foundation site with my photo on the banner.

I have sentiment about this photo. It the last shot from India before leaving, when it was almost dark already. You can find thousands of such kids in India. They are usually illiterated. I’m still surprised, this couple could read and and write. We spent a while reading the letters. Their work is mendicity — most often when they notice a white face of some tourist, dozens surround him. You shouldn’t be afraid of them, but if you behave too kindly, you can be sure you’ll have a rather meddlesome friend during the whole your stay in the place. However, it’s worth a stop, a gentle chat, and then you can be sure, kids are going to crowd in front of the camera.


Pierwszy szlif

Akko W 2005 roku miałem sposobność po raz pierwszy udać się poza krąg kultury europejskiej, do Izraela i Palestyny. Za towarzysza służył mi wysłużony Zenit 12 XP z Heliosem i jakimś teleobiektywem równieź zza wschodniej granicy oraz parę rolek filmu, jak sie okazało później dużo za mało.  Zenit ma to do siebie, że jest konstrukcją “gniotsia-niełamiotsia” (ciekawe, jak to przetłumaczę na angielski) i zwykła celulozowa rolka filmu nie ma w starciu z nim szans. Innymi słowy, źle założony film ma duże szanse być rozszarpanym na strzępy przez wewnętrzny mechanizm kół zębatych i tak też się stało w moim przypadku. Założę się, że to właśnie na tej rolce filmu miałem najlepsze zdjęcia…

Zdjęcie to jest dość dobrym przykładem, jak robi się zdjęcia żywym ludziom, zanim przełamie się wrodzoną nieśmiałość, wspomnianą w wątku poprzednim. Są dwa sposoby: długoogniskowym obiektywem, potocznie zwanym zoomem lub zdjęcia pleców. Mam i takie i takie. Trzecim sposobem jest szybki autofokus: podchodzimy, celujemy, pstrykamy i uciekamy. Ale po pierwsze, do tego i tak potrzeba trochę odwagi, którą ludzie nieśmiali z zasady nie dysponują, po drugie aparatu z szybkim autofokusem, a nie z manualnym obiektywem.

Tyle na temat techniki. Zdjęcie zostało zrobione w Akko, bardziej palestyńskim niż izraelskim miastem na wybrzeżu Morza Śródziemnego, administracyjnie należącym jednak do Izraela, a nie do Autonomii Palestyńskiej.  Strasznie chciałem spędzić tam więcej czasu, bo już wtedy ciągnęło mnie do kultury arabskiej, lecz niestety czasu starczyło tylko na arcyciekawe ruiny zamku Krzyżowców, albo na urzekającą arabską starówkę. Ostatecznie po wyjściu z podziemnych ruin pobiegłem pędem w labirynt miasta, pourzekałem się i wróciłem pędem do autobusu.

————

In 2005 I’ve got an opportunity to leave the European culture circle for the first time, to Israel and Palestine.  As a company I had the old Russian Zenit XP with Helios and some telephoto lens, from the eastern neighbours as well, and a few films, too less, as it later turned out. Zenit is a bends-not-breaks construction (thanks, RomeoAD) and a simple cellulose roll has no chance in confrontation with it. In other words, if you insert film wrongly, most probably the camera mechanism will cut it into pieces. That’s what’s happened to me. I’ll bet I had the best shots on that film…

This picture is a good example, how to get photos of the living people, before you defeat your shyness, mentioned in the previous post. There’re two ways: either using the long telephoto, widely known as the zoom, or taking the pictures of the backs.  I’ve got both of them. There’s the third one, a fast autofocus: approach, point, shoot, run. To do this – primo, you still need some courage, which is rather unusual for shy people, secundo, you need a camera with really fast autofocus, not with manual focus.

That would be enough about the technique. The photo has been made in Acre – more Palestinian than Israeli town, but situated in Israel territory, not in Palestinian Authonomy. I wanted to spend there more time than I did, cause these days I was already bewitched by the Arabian culture, but unfortunately we had only time to visit either the terrific ruins of the crusaiders castle or the glamorous Arabian old town. Finally, after leaving the underground castle I rushed into the labirynth of the town streets, I got bewitched and I rushed back to the bus.


Number 1

Jai kids
Na początku szukałem możliwości stworzenia profesjonalnego portfolio, jakie powinien mieć każdy profesjonalny fotograf. Ale do cholery, jaki ze mnie profesjonalista…? Nie zarobiłem złamanego grosza na którymkolwiek ze swoich zdjęć i jeśli to przyjąć za wyznacznik profesjonalizmu to jestem amatorem do kwadratu. Z czasem i tu zbierze się coś a’la portfolio, ale na chwałę trzeba sobie zapracować. Kroczek po kroczku więc będę odkrywał swoje karty, zaczynając w moim odczuciu jednym z “asów”.

To zdjęcie zrobiłem w Indiach, w dżajpurskich slumsach. Poszedłem tam z kolegą, Alkiem Rawskim, “naczelnym” fotografem polskich misji wojskowych. W gruncie rzeczy to właśnie znajomość z Alkiem dała mi pewność siebie, która pojawia się tylko, kiedy w ręku trzymam mój aparat i jestem co najmniej 1000 km od domu. Odwagę, która pozwala podejść z aparatem do nieznajomego człowieka i zapytać, czy nie miałby ochoty użyczyć swojego wizerunku. A ponieważ zawsze miałem silną potrzebę współzawodnictwa, widząc jak Alek pcha się z obiektywem w twarz zdziwionych tubylców, nie mogłem być gorszy i robiłem tak samo.

————

First I was trying to make a professional portfolio, the portfolio that every professional photographer should have. But damn, what a professionalist I am…? I haven’t even earned a quid on any of my photos, so if this is a definition of being a fully professional photographer, than I am a fully amateur one. In some time  I’ll collect something portfolio-like and I know that I’ve got to work hard to reach fame. So, step by step I’m going to show cards, starting, according to me, with on of the “Ace’s”.

I took this photo in India, in Jaipur slums. I went there with my friend, Alek Rawski, who is the “general” photographer of the Polish military missions. As a matter of fact, the self-confidence I’ve got, when I’m holding the camera in my hand and I’m at least thousand miles from home, I learned from Alek. The courage, that lets me approach the stranger and ask him, if he doesn’t mind givng me his model release. As I’ve always had strong need of competition, when I saw Alek pushing his lens into the faces of suprised locals, I thought, ‘why shouldn’t I’.


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.